czwartek, 24 kwietnia 2014

źródło




Pamietacie tę rymowankę?:


Kiedy siedzisz przy zadaniu,  Nigdy nie myśl o kochaniu! Bo kochanie bardzo szkodzi,  Kiedy się szkoły chodzi!

Jest w niej coś, oprócz nieszczęśliwych rymów i powtórzeń.
Jest w niej prawda.

Tak- uważam, że 'chodzenie ze sobą' czy 'posiadanie chłopaka/ dziewczyny' (posiadanie.. hm) nie jest dla dzieciaków. Po prostu nie jest i już.

Bardzo mądrą rzeczą jest powtarzać naszym dzieciom albo znajomym, że:

Na wszystko jest miejsce i właściwa pora
Wiem, że będą się irytować i buntować choćby dla zasady, ale tak już po prostu jest.
Daj przeżyć dziecku dzieciństwo, dorastanie i dojrzewanie (DOJRZEWANIE!).

Część problemów młodych ludzi (tych już koło 20-30stki) upatruję właśnie w tym przyspieszaniu wszystkiego.

Zanim jeszcze rozwiniesz własną osobowość, zanim dojrzejesz i będziesz stanowił okrzepły byt -nie ma mowy o 'związkach'.

Inaczej nie ma się co dziwić, że ludzie zupełnie niedojrzali podejmują niedojrzałe decyzje, reagują emocjonalnie i pakują się w masę kłopotów i  niewłaściwych wyborów.
Nie ma się co dziwić, że słuchają głupich rad panienek z telewizji, czy ścigają się ze znajomymi na polu chłopaków/ dziewczyn, pocałunków i 'zaliczeń'.

Każda niewłaściwa relacja zostawia ślad.

Dojrzały człowiek, świadom swojej wartości i posiadający pewien zasób zasad i priorytetów jest gotowy, aby spotkać drugą dojrzałą osobę. Inaczej związki kuleją, są toksyczne lub zwyczajnie 'na pokaz'.

Ostatnio czytałam recenzję kolejnej książki- biblii dla panien poszukujących faceta idealnego. I zrobiło mi się refleksyjnie na duchu. Po co & komu potrzebne te książki? Ano tym, którzy mają zniekształcone pojęcie relacji a przede wszystkim tym, którzy nie przeszli przez dojrzewanie.*

Powstaje pytanie o 'wiek'. Sprawa jest prosta i złożona zarazem. Nie ma bowiem jednoznacznej cezury. Ani 18stka ani 30stka na karku mogą nie być odpowiednie. Jedni dojrzewają wcześniej, mają bogate życie wewnętrzne, pracują nad sobą i zwyczajnie 'znają siebie'- swoje potrzeby, swoje nieudolności i braki ale też doceniają mocne strony. Wtedy licealna znajomość ma szansę przerodzić się w coś większego i nie będzie stała w sprzeczności z nauką i obowiązkami. Smutne jest jednak to, że coraz częściej ludzie dobiegający magicznej trzydziechy wciąż nie rozumieją jak ważna jest dojrzałość, odpowiedzialność i samoświadomość. Żyją sobie w bańce dużych dzieci, które wysysają tylko dobre chwile a nudzi ich zaangażowanie i praca nad związkiem (ten kto nie pracuje nad sobą- nie będzie 'męczył się' dla kogoś lub dla 'dobra wspólnego').

Żeby było jasne: dzieciaki, w tym młodsza młodzież (gimnazjalna) mogą mieć 'sympatie', 'specjalnych przyjaciół', ale dużą rolą rodziców jest życzliwe przyglądanie się tym relacjom, by nie wychodziły poza pewne ramy. Żeby nie 'walczyć z dzieckiem', gdy będzie już 'za późno' trzeba zawczasu i od małego objaśniać świat relacji jako czegoś, co wymaga dojrzałości. A już 'grzechem wychowawczym' nazwałabym zachęcanie dzieciaków np. do całowania (och, to takie słodkie- ?!?) albo robienie 'szumu', bo 'Jasiu ma dziewczynę' etc.



*Tak, jasne jest, że dojrzewanie jest procesem długim i nieraz przez lata 'doskonalonym', ale nie oznacza to, że trzeba czekać do 40 ze związkiem.O ile się ciągle nad sobą pracuje, poznaje i rozwija a jednocześnie rozeznaje własne potrzeby i priorytety można się angażować i pracować nad relacją. Pozwalam ;)




0

wtorek, 22 kwietnia 2014

źródełko




Szybkich pytanek nie było już daaaawno w żadnym wpisie, zapewne myśleliście, że odeszły w zapomnienie.

Ale tak mnie ostatnio uderzyło metaforycznym liściem w twarz poniższe pytanie:

DLACZEGO LUDZIE LUBIĄ/ PODZIWIAJĄ DEGENERATÓW?

i powiązane z nimi:

-dlaczego uwielbiają poetów i twórców upadłych,
-co cennego jest w brzydalach, awanturnikach i pijakach,
-z jakich powodów wulgarność i życie bez zasad stają się atrakcyjne dla mas?


Mam swoje wyjaśnienie ale jestem ciekawa Waszego zdania.


4

niedziela, 20 kwietnia 2014

źródło



Czołem owieczki,

Jak zapewne kojarzycie z mojego ostatniego wpisu (klik), który pobił rekordy komentarzy ...* ograniczyłam smerfowanie po sieci i inne tego typu 'dystrakcje', więc wpis czekał tu na Was od kilku dni.
Dziś dojrzał do tego, by ujrzeć światło dzienne!

Pora publikacji też jest szczególna: 5 rano, w niedzielę, powariowała!?


Tak się składa, że Zmartwychwstanie dokonało sie nocą.

Tak się składa, że ja Wam te życzenia Wielkanocne również składam nocą!**

Życzę Wam- 

Zmartwychwstania:
w Miłości przekraczającej ego, 
do pełni życia
i do ogarnięcia głębszego Sensu.




*just kiddin'...
**tak się złożyło, że tyle 'składać' się użyło! ;)



0

wtorek, 15 kwietnia 2014

źródło



Uwaga, uwaga: wpis głównie dla wierzących lub ciekawskich, chcących poszerzyć swoją wiedzę. 



Dziś wtorek.

Zatem według nieuniknionej logiki kalendarza- do Świąt pozostaje nam niewiele czasu.

Do najważniejszych dni wg religii chrześcijańskiej pozostaje już tylko niepozorna środa i wkraczamy w Triduum.

Ciekawe, że całkiem spora część ludzi wierzących nie umie poprawnie podać jakie to są dni.

Triduum Paschalne (zwracamy uwagę na przymiotnik!*) liczymy inaczej niż 'nasze dni kalendarzowe', zatem poprawnie będzie wskazać je tak, jak poniżej:

I Dzień:

Liturgia Wielkiego Czwartku - Wielki Piątek

II Dzień:

Liturgia Wielkiego Piątku- Wielka Sobota

III Dzień:

Liturgia Wielkiej Soboty -> (Liturgia Wigilii Paschalnej)- Wielka Niedziela (Niedziela Zmartwychwstania)


Obchody Triduum Paschalnego, choć trwają od Wielkiego Czwartku do Niedzieli Wielkanocnej, wbrew pozorom nie trwają cztery, lecz trzy dni. Jest to związane z żydowską rachubą czasu. Każde święto rozpoczyna się już poprzedniego dnia wieczorem po zachodzie słońca. Tak więc pierwszy dzień świętego Triduum (Trzech Dni) Paschalnego rozpoczyna się od Mszy Wieczerzy Pańskiej w czwartek a kończy Liturgią Męki Pańskiej w piątek jeszcze przed wieczorem. Jest to zgodne z Ewangelią, która mówi, że Ciało Jezusa spoczęło w Grobie jeszcze przed nastaniem szabatu. Drugi dzień to czas liturgicznej ciszy i smutku. Kościół nie sprawuje Mszy św., a Komunię św. mogą, w formie wiatyku, przyjmować jedynie umierający. Właściwie nie sprawuje się żadnych sakramentów, choć m.in. polskie doświadczenie uczy, że to czas wzmożonej posługi kapłanów sprawujących sakrament pojednania. Wieczorem kończy się "dzień żałoby". Rozpoczyna się trzeci dzień, w którym Chrystus zmartwychwstał. Nastaje święta Noc Zmartwychwstania, podczas której powstaje z martwych Chrystus Pan - Słońce, które nie zna zachodu. Noc Paschalna oraz cała Niedziela Wielkanocna to największe święto chrześcijańskie, pierwszy dzień tygodnia, uroczyście obchodzony w każdą niedzielę przez cały rok.


lub krócej:

Etap pierwszy to pożegnalna uczta, zwana Ostatnią Wieczerzą, oraz zapowiedz ofiary; 
Etap drugi - wydarzenia Wielkiego Piątku, zakończone śmiercią Chrystusa na krzyżu; 
Część trzecia - spoczynek w grobie i cud zmartwychwstania. 
I na koniec ważne zastrzeżenie:

Święte Triduum Paschalne Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Pańskiego rozpoczyna się liturgią Eucharystyczną Wieczerzy Pańskiej wieczorem w Wielki Czwartek, a kończy nieszporami Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Oprócz Mszy św. Wieczerzy Pańskiej Święte Triduum obejmuje liturgię Męki Pańskiej w Wielki Piątek oraz liturgię Wigilii Paschalnej, która rozpoczyna się w sobotę po zachodzie słońca. Centrum tych dni stanowi liturgia Wigilii Paschalnej, a nie, jak to się często przyjmuje, poranna Msza św. w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego.



Triduum Paschalne mimo, że dla niektórych wydaje się być długim i przykrym obowiązkiem, jest tak naprawdę czymś niesamowitym jeśli liźniecie choć trochę istoty i wiecie mniej więcej co się dzieje przy ołtarzu lub w innych 'specjalnych miejscach'. Osobiście najbardziej poruszająca jest dla mnie pieśń z Wigilii Paschalnej, choć każdy z etapów-dni Triduum jest na swój sposób bardzo wyjątkowy o ile świadomie i w pełni się w nich uczestniczy. Dla osób o słabszych nogach polecam przybycie na liturgię z półgodzinnym wyprzedzeniem :)

Przede wszystkim zaznaczyć trzeba, że liturgia Wigilii Paschalnej nie należy do Wielkiej Soboty. W Wielką Sobotę Kościół trwa - czuwa przy Grobie Pańskim ciągle rozważając Mękę i Śmierć Chrystusa oraz Jego zstąpienie do otchłani.
Modlimy się i w miarę możliwości dalej zachowujemy post w oczekiwaniu na Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Nie ma w tym dniu w ogóle Mszy Św. bo wieczorna już do tego dnia nie należy, a komunii św. udziela się tylko chorym. Od rana święci się pokarmy.Celebracji w czasie której świętujemy zmartwychwstanie Pana nie można wiązać z Wielką Sobotą bo zmartwychwstanie to nie nastąpiło w Wielką Sobotę. Zmartwychwstanie miało miejsce w nocy i wtedy też powinna się odbywać Liturgia Wigilii Paschalnej.Sama Wigilia Paschalna należy już do Niedzieli Zmartwychwstania. Zgodnie z dokumentami Kościoła:"Wszystkie obrzędy Wigilii Paschalnej odbywają się w nocy - nie wolno ich rozpocząć zanim nie zapadnie noc a należy je zakończyć przed świtem niedzieli".W niektórych parafiach tak nie jest - we wszystkie dni Triduum liturgia jest sprawowana o tej samej godzinie.Wigilia Paschalna jest centralnym, najważniejszym momentem celebracji Zmartwychwstania i należy już do Niedzieli Zmartwychwstania.Liturgia Paschalna jest niezwykle bogata w symbole. Wynikają one ze znaczenia tego dnia i te znaczenia wyrażają. Poszczególne z nich zwracają uwagę na coraz to inne aspekty ale wszystkie odnoszą się do jednego - nowego życia w Chrystusie. Życie to jest darem Boga w Jezusie Chrystusie który nas przeprowadza ze śmierci do życia z ciemności do światła - widzimy to wyraźnie w liturgii światła. Również słowo Boże pozostaje w służbie życia. Jego mocą Bóg stwarza świat dzięki niemu ratuje naród wybrany, umacnia, karmi i zapoczątkowuje zbawienie. Również woda w oczywisty sposób łączy się z życiem. Także jako woda chrztu św. który jest naszym osobistym zawarciem przymierza z Bogiem - moc sakramentu chrztu wykupuje nas od śmierci wiecznej.Ale jest to dopiero potencjalna możliwość.Możemy ją rozwijać dzięki działaniu Ducha Świętego którego woda jest jednym z symboli. A cała liturgia zmierza ku Eucharystii - pokarmowi bez którego Nowe Życie jest niemożliwe.W Polsce liturgia Wigilii Paschalnej kończy się uroczystym ogłoszeniem zmartwychwstania Chrystusa i wezwaniem całego stworzenia do udziału w tryumfie Zmartwychwstałego przez procesję rezurekcyjną. Może się ona odbyć zaraz po Wigilii Paschalnej lub w niedzielę rano.

I w nawiązaniu do tematu:

Zachęcam, w miarę możliwości, do przeprowadzenia detoksu od 'czynników i bodźców zewnętrznych' występujących w postaci długich ploteczek przez tel/ sms, internetu, telewizji, seriali, radia i 'mp3'.

Wprawdzie zawsze da się znaleźć jakieś ciekawe i 'głębokie' treści w czasie przedświątecznym, ale nie oszukujmy się- większość to kupa opakowana w srebrny i nie zawsze dobrze zamknięty papierek.**

Podejmiecie się wyzwania?

Brzmi to strasznie pustelniczo, prawda?

Mimo wszystko zachęcam.

Nawet jeśli nie jesteście szczególnie wierzący- taki detoks na pewno wniesie coś w Wasze życie.


* Święta paschalne liczymy od godzin wieczornych danego dnia do tychże godzin dnia następnego (1 dzień)

**Zachęcam do wpisywania w komentarzach skąd czerpiecie fajnie podaną wiedzę nie kupopodobną w czasie przedświątecznym. (Szczególnie dla tych, którzy jednak muszą mieć 'cokolwiek' do posłuchania w trakcie pichcenia mazurków)






2

piątek, 11 kwietnia 2014

źrodło


Językowy rachunek sumienia.

Mówisz 'jabłko' czy 'japko'?

Wzdrygasz się, gdy ktoś mówi, że coś się "włancza"?

Cierpisz na dźwięk "fakturek", "pinionszków" i "grosików"*

Jesteś hiperpoprawny- fajnie, co?

No dobra, może nie wszystkie te przykłady nawiązują do surowej definicji hiperpoprawności (jedynie owocowy przykład się tu nada), ale czasem mam wrażenie, że dbanie o poprawność językową i takież wysławianie jest dziś co najmniej niemodne.

Na swoją obronę powiem, że przy pisaniu szybkich, krótkich tesktów typu: sms, e-mail, czy komentarz na czyimś blogu często zjadam ogonki. So saaad...
A, i wtrącam te angielskie słówka czasem. Wmawiam sobie, że robię to, wtedy gdy tam pasują ;)



*czyżbym miała omamy mamoną? ...



7

wtorek, 8 kwietnia 2014

źródło



Słuchajcie!

Czuję się zaszczycona, bo oto sam Strażnik Internetów podjął się polemiki z moim ostatnim tekstem (klik), który przyznaję- był troszkę zbyt mało precyzyjny... Sasasa.*

Ustalmy sobie jedno: pisząc terror miałam na myśli coś w rodzaju 'przymusu społecznego'.
Chodzi bowiem o sytuację, w której 'inność' wcale nie jest postrzegana jako coś pozytywnego.

Bycia fit.

Tak, Sebastian rozgryzł właściwie moją intencję. Nie sądzę by nikt przy zdrowych zmysłach posądził mnie o propagowanie kanapizmu i nadupiesiedzizmu stosowanego. Tak, to prawda: w zdrowym ciele, zdrowe ciele ;) Ale ale, czy fakt, że nie spędzasz jednak na siłowni 2 godzin dziennie, nie masz sześciopaka ani tyłka Jen Setler świadczy o tym, że nie jesteś w dobrej kondycji? Zastanawiające jest to, jak bardzo wszechobecny jest przekaz, że koniecznie musisz mieć wyrzeźbione mięśnie, bo inaczej nie jest fit ergo jest źle. Teraz nawet szczupli mają ciężko, bo ktoś im wytknął, że są przedstawicielami skinny fat. Wiecie, nie ćwiczą dużo, nie mają zarysu mięśni, więc najpewniej tłuszcz wiscelarny niszczy im narządy a ich szczupłość jest tylko pozorna. Fakt- ruszać się trzeba, ale nie oznacza to od razu przynależności do sekty krejzoli fitnessu, którzy codziennie sprawdzają nowe motywacyjne fotki, obskakują kilka for, ściągają gigabajty planów treningowych i wyzwań, by połowę dnia spędzić na ćwiczeniach siłowych i aerobach. Wszystko z głową. Jesteś w porządku, gdy dbasz o zdrowie i zapewniasz sobie ruch. Paradoksalnie wrzucanie się w wir ćwiczeń, żeby upodobnić się do którejś z pań/ panów z motywacyjnej fotki- nie jest zdrowe.
A tak btw, wiecie, że w badaniach wyszło, iż osoby ćwiczące dla zdrowia ćwiczą poprawniej i wytrwalej niż osoby zmotywowane jedynie poprawą wyglądu?

Bycia kreatywnym. Bycia pomysłowym i zaradnym.

Tak, drodzy piewcy powyższych- nie wszystkim potrzebna dalekoidąca wyobraźnia, pomysłowość i kreatywność. Jednocześnie dość absurdalnym stało się powtarzenie przez bardzo wielu, choćby w CV, że oni są właśnie kreatywni i zaradni. No jak wszyscy to nikt. Kreatywność to takie puste słowo obecnie. Jednocześnie, gdy widzisz człowieka, który nie umie sobie poradzić z czymś, co sam rozwiązałbyś niczym MakGajwer, nie oznacza to jeszcze, że jest on gorszy. Zresztą to się ćwiczy. Nie od razu Rzym zbudowano.
Jasne, że pomysłowość i zaradność ogromnie ułatwiają życie. Takim ludziom jest zdecydowanie lżej, dlatego ci mniej zaradni kryją się ze swoją nieporadnością. Pisząc ten punkt miałam na myśli wykluczenie osób z pewnymi 'dysfunkcjami'- osób chorych, nieporadnych bo dziedziczących tę 'nieporadność' etc. Jestem zdania, że lepiej wspierać, edukować, pomagać i dawać szansę niż pozostawiać wszystko w rękach wolnego rynku, który jednoznacznie stwierdza: nie jesteś kreatywny, pomysłowy i zaradny, no sorry, w tym klimacie nie pożyjesz.


Bycia zorganizowanym.

Ha, tu raczej nikt nie wpadł na to, co autor miał na myśli. Oczywiście, że nie chodzi o promowanie rozlazłości i bylejakości (nie cierpię tego). Chodzi o przymus poetykietowania wszystkiego, poukładania w malutkie pojemniczki, posiadania trzech aplikacji do zarządzania czasem, planowania i odhaczania, spisywania list na każdy dzień, tydzień, miesiąc, sezon, rok, zapełniania dwóch moleskinów i udawania jaki to ja jestem człowiek zabiegany. Odpowiedzcie sobie szczerze: czy gdy ktoś Wam mówi, że zamierza cały dzień leżeć sobie na kanapie to nie myślicie "rany, ale on marnuje czas, przecież mógłby to,to i siamto- wystarczy zaplanować..". Na codzień sama tworzę listy "to do", planuję i odhaczam, ale przestało mnie już dziwić, że ktoś zamierza odpocząć i być "bezproduktywnym". Poza tym nie każdy ma serce do bycia perfekcyjnym w organizacji każdej sfery swojego życia. To co mnie mierzi, może być normą dla kogoś innego.

Stałego rozwoju.

Udało się Sebastianowi, jak to mówią panie w stonce: rzutem na taśmę. Tak, chodziło mi o szpan na 8 książek wielkości cegły przeczytanych miesięcznie, o połykanie poradników "how to be a better employee/leader/wife in 5 sipmple steps", zapisywanie się hurtem na medytacje i granie na prastarych instrumentach plemiennych.
Rozwój na pokaz, bo gdy nie akcentujesz swojego obycia, oczytania i poglądów na każdy temat to jakbyś nic nie znaczył w towarzystwie.
A czasem, stare, dobre milczenie jest więcej warte niż 'opinia' wszystkowiedzącego.

Przekraczania granic i comfort zone.

Są osoby, których całe życie, od wstania z łóżka jest jednym, nieustającym wyzwaniem. Zapomnieli czym jest comfort zone, ale wciąż znajdą się tacy, którzy wiedzą lepiej i dziwią się jak można tak 'prosto' funkcjonować. Mam właśnie przed oczyma konkretne osoby. Gdyby o nich opowiedzieć bez ujawniania szczegółów, o których mało kto wie, wydawałoby się, że to jacyś przeciętniacy, co do niczego nie dążą tylko kiszą się w swoim małym świecie. No, można się czasem zdziwić, że dla kogoś przeciętniactwo jest właśnie przekroczeniem granicy bólu.


Bycia zadowolonym i uśmiechniętym.

To słynne amerykańskie: "I'm fine". Nikt nie lubi ludzi z problemami, z depresją. Psują klimat. Zmuszają do jakiejś głębszej refleksji. Jak nie jesteś zawsze uśmiechnięty, pogodny i 'just fine' to masz brachu prze.. nienajlepiej. Trochę tolernacji dla bliźniego, nie zawsze uśmiechniętego.
I dla jasności: wykluczam tu oczywiście sytuację grumpy by choice i ponoć typowego polskiego narzekania.


Bycia człowiekiem sukcesu.

Tu akurat odpowiedź jest połączona z punktem o przekraczaniu granic. Wiecie, szacun na dzielni to mają właśnie ci, którzy postrzegani są jako odnoszący sukces. Jak nie jesteś wymuskany, nie śmigasz luksusowym autem, nie przelewają ci pensji co najmniej 5 cyfrowej- to jesteś zwykłym Kowalskim, co to życie sobie zmarnował.  Czy nie zauważasz, że jak do sklepu wchodzi osoba po której 'widać' sukces (bogactwo) to jakoś ekspedientki bardziej się przykładają? To samo u lekarzy, kosmetyczki, na poczcie etc. Bo jak Cię widzą, tak Cię piszą. Nie wyglądasz jak człowiek sukcesu- jesteś gorszy. Przecież teraz każdy normalny dąży do sukcesu, nie? Całe szczęście są miejsca lub raczej enklawy, w których sukces mierzony jest inaczej. 


Bycia uduchowionym ale tak, żeby inni zazdrościli.

To trochę tak jak w poprzednich punktach- są jednostki które próbują wyprojektować na innych swój obraz jako mentorów, liderów, uduchowionych, za którymi wszyscy muszą podążać i do których po poradę trzeba czekać w kolejce. To taki sposób na władzę i szacunek. A z drugiej strony, jeśli nie ma w Tobie tego ognia, iskry czy nie patrzysz ludziom w oczy tak, że ich przewiercasz na wskroś, to chyba coś z Tobą nie tak? A przecież uduchowienie nie zawsze przyjmuje tak widoczne zewnętrznie objawy. Powiedziałabym nawet, że osoby najbardziej uduchowione są z reguły pokorne i nie dbają o tłumek wyznawców.**


Bycia w centrum.

Przychodzą mi na myśl ostatnie badania i coraz śmielej głoszone tezy, że nie tylko ekstrawertycy są wartościowymi pracownikami i przyjaciółmi. "Rehabilitacja" introwertyków wskazuje na to, że aby tworzyć coś wartościowego nie musisz być w centrum uwagi, nie musisz mieć miliona interakcji a wręcz, że często obecność innych- głośnych jest bardzo niewskazana. Tylko dlaczego wciąż pokutuje przekonanie, że jak nie jesteś w centrum to coś z Tobą nie tak?


Posiadania rozległej wiedzy.

Możecie się wrócić do punktu o rozwoju. Nie chodziło absolutnie o to, że lepiej jest być głupim, choć niektórzy wciąż twierdzą, że ignorance is bliss. Chodzi o to jak postrzegasz osoby, które tej funkcji kwadratowej nie umieją policzyć i nawet nie chcą się nauczyć. Albo co się uważa o kimś, kto przyznaje się do jakiejś niewiedzy. Takie to faux pas nie wiedzieć, nie rozumieć. Za to nagminnie mnożą się eksperci od wszystkiego. Ot choćby blogerzy, hehe ;) Czasem fakt, znają się na jednym czy innym zagadnieniu, ale w to, że ktoś ma czas zgłębiać kilka dziedzin- nie uwierzę. Bywa zatem, że musimy komuś zaufać i przyjąć jego poglądy jako swoje a przecież to takie wstydliwe powiedzieć w towarzystwie, że się zdania własnego nie posiada. Nie oszukujmy się, ale nawet geniusz nie dysponuje 'warsztatem' na tyle sprawnym i pojemnym, żeby we właściwy sposób umieć interpretować wszystkie fakty (pomijając już to, że wiele z nich jest wciąż nieznanych) i samodzielnie stawiać sprawdzalne hipotezy.


Posiadania mnóstwa znajomości.

Właśnie o terror mnóstwa znajomości mi chodziło. Ma rację Sebastian, że nie o ilość chodzić powinno. Ale wciąż dla wielu tak właśnie jest. Poza tym- przecież znajomości to podstawa? Nie posiadasz- nie osiągniesz tak wiele jakbyś mógł. 

Bycia hip/ cool.

I see what you did there, Sebastian. Pisząc, że nie wiesz o co chodzi podkreślasz, że właśnie taki jesteś. No dobrze pomyślane ;) Ale wracając do sprostowania- przecież każdy chce być (tu użyję słów z prehistorii): na topie,modny, trendi, klawy, jazzy, c'nie?


Otaczania się fajnymi ludźmi.

Jak wyżej. Hip lgnie do innego hipa. Inaczej to jesteś po prostu przeciętniakiem, a tych nikt nie lubi specjalnie.


Pisania urywających tyłek wpisów na fejsie.

Chodziło oczywiście o autopromocję, autokreację i wciskanie innym tego jak powinni na nas patrzeć. Gdy robisz to źle- nie jesteś ciekawy. Nieciekawych nikt nie lubi. Musisz być ciekawy choćbyś się skręcił i wypluł płuca. Nie stosujesz się do terroru- nie istniejesz wirtualnie.

Robienia ładnych fotek na insta.

Nie wszyscy muszą. Po co rolnikowi zdjęcie krowy w oborze?

Wyglądania jak milion dolarów.

Patrz: człowiek sukcesu.


Posiadania modnego hobby.

Ten terror wygląda tak:
To, że zbierasz znaczki to za mało. Najlepiej jakbyś zbierał tylko niebieskie i tylko z południowej Ameryki. Wtedy się jeszcze jakoś wybronisz. Ale jeśli mówisz, że słuchasz muzyki i czytasz książki to patrzą na Ciebie co najmniej z rezerwą. Przecież to minimum (patrz: rozwój i uduchowienie). A gdzie wyprawa na safarii w Kenii, gdzie miejsce na wytwarzanie własnoręczne sera, niemożliwe, żeby ktoś w dzisiejszych czasach nie śledził poczynań polskich młodych projektanów! Weź się, z tymi swoimi książkami schowaj, no chyba, że są w suahili.



Ps. też dałam klauna, ale nie jakiś straszny, co?


*Tekst polemiki znajdziecie tu (klik)
**O pokorze możecie poczytać tu (klik)



4

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

źródło



Bycia fit.

Bycia kreatywnym.

Bycia zorganizowanym.

Bycia pomysłowym i zaradnym.

Stałego rozwoju.

Przekraczania granic i comfort zone.

Bycia zadowolonym i uśmiechniętym.

Bycia człowiekiem sukcesu.

Bycia uduchowionym ale tak, żeby inni zazdrościli.

Bycia w centrum.

Posiadania rozległej wiedzy.

Posiadania mnóstwa znajomości.

Bycia hip/ cool.

Otaczania się fajnymi ludźmi.

Pisania urywających tyłek wpisów na fejsie.

Robienia ładnych fotek na insta.

Wyglądania jak milion dolarów.

Posiadania modnego hobby.



Dorzucisz coś do listy terrorów?



10

czwartek, 3 kwietnia 2014






Są momenty, gdy w żyłach się gotuje i masz ochotę powiedzieć dużo dziwnych słów, których na codzień nie używasz.
Bo są ludzie, którzy opowiadają takie historie, że Antygona wysiada.

Dramatyczni.

Oni zawsze mają burzliwe życie, związki, ciągle są zdradzani i porzucani, mają wrednych szefów, pani na poczcie ich nienawidzi, życie im się zapętla tak, że nie mogą, po prostu nie mogą już oddychać, mają dziwne słowotoki i wyglądają jak huragan. Ale jak się dzieje coś dobrego, to dzieje się coś najlepszego. Brylanty są bardziej brylantowsze, słońce od razu opieka na brąz i przelotne spojrzenie przechodnia zdradza skrycie pielęgnowany afekt stałego adoratora.

Znałam dwie takie dziewczyny (czyżby to była damska przypadłość?).

No to mam pytanie- po co & dlaczego?

Tym bardziej, że okazuje się, iż nikt w te bajki nie wierzy.



4