wtorek, 15 kwietnia 2014

źródło



Uwaga, uwaga: wpis głównie dla wierzących lub ciekawskich, chcących poszerzyć swoją wiedzę. 



Dziś wtorek.

Zatem według nieuniknionej logiki kalendarza- do Świąt pozostaje nam niewiele czasu.

Do najważniejszych dni wg religii chrześcijańskiej pozostaje już tylko niepozorna środa i wkraczamy w Triduum.

Ciekawe, że całkiem spora część ludzi wierzących nie umie poprawnie podać jakie to są dni.

Triduum Paschalne (zwracamy uwagę na przymiotnik!*) liczymy inaczej niż 'nasze dni kalendarzowe', zatem poprawnie będzie wskazać je tak, jak poniżej:

I Dzień:

Liturgia Wielkiego Czwartku - Wielki Piątek

II Dzień:

Liturgia Wielkiego Piątku- Wielka Sobota

III Dzień:

Liturgia Wielkiej Soboty -> (Liturgia Wigilii Paschalnej)- Wielka Niedziela (Niedziela Zmartwychwstania)


Obchody Triduum Paschalnego, choć trwają od Wielkiego Czwartku do Niedzieli Wielkanocnej, wbrew pozorom nie trwają cztery, lecz trzy dni. Jest to związane z żydowską rachubą czasu. Każde święto rozpoczyna się już poprzedniego dnia wieczorem po zachodzie słońca. Tak więc pierwszy dzień świętego Triduum (Trzech Dni) Paschalnego rozpoczyna się od Mszy Wieczerzy Pańskiej w czwartek a kończy Liturgią Męki Pańskiej w piątek jeszcze przed wieczorem. Jest to zgodne z Ewangelią, która mówi, że Ciało Jezusa spoczęło w Grobie jeszcze przed nastaniem szabatu. Drugi dzień to czas liturgicznej ciszy i smutku. Kościół nie sprawuje Mszy św., a Komunię św. mogą, w formie wiatyku, przyjmować jedynie umierający. Właściwie nie sprawuje się żadnych sakramentów, choć m.in. polskie doświadczenie uczy, że to czas wzmożonej posługi kapłanów sprawujących sakrament pojednania. Wieczorem kończy się "dzień żałoby". Rozpoczyna się trzeci dzień, w którym Chrystus zmartwychwstał. Nastaje święta Noc Zmartwychwstania, podczas której powstaje z martwych Chrystus Pan - Słońce, które nie zna zachodu. Noc Paschalna oraz cała Niedziela Wielkanocna to największe święto chrześcijańskie, pierwszy dzień tygodnia, uroczyście obchodzony w każdą niedzielę przez cały rok.


lub krócej:

Etap pierwszy to pożegnalna uczta, zwana Ostatnią Wieczerzą, oraz zapowiedz ofiary; 
Etap drugi - wydarzenia Wielkiego Piątku, zakończone śmiercią Chrystusa na krzyżu; 
Część trzecia - spoczynek w grobie i cud zmartwychwstania. 
I na koniec ważne zastrzeżenie:

Święte Triduum Paschalne Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Pańskiego rozpoczyna się liturgią Eucharystyczną Wieczerzy Pańskiej wieczorem w Wielki Czwartek, a kończy nieszporami Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Oprócz Mszy św. Wieczerzy Pańskiej Święte Triduum obejmuje liturgię Męki Pańskiej w Wielki Piątek oraz liturgię Wigilii Paschalnej, która rozpoczyna się w sobotę po zachodzie słońca. Centrum tych dni stanowi liturgia Wigilii Paschalnej, a nie, jak to się często przyjmuje, poranna Msza św. w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego.



Triduum Paschalne mimo, że dla niektórych wydaje się być długim i przykrym obowiązkiem, jest tak naprawdę czymś niesamowitym jeśli liźniecie choć trochę istoty i wiecie mniej więcej co się dzieje przy ołtarzu lub w innych 'specjalnych miejscach'. Osobiście najbardziej poruszająca jest dla mnie pieśń z Wigilii Paschalnej, choć każdy z etapów-dni Triduum jest na swój sposób bardzo wyjątkowy o ile świadomie i w pełni się w nich uczestniczy. Dla osób o słabszych nogach polecam przybycie na liturgię z półgodzinnym wyprzedzeniem :)

Przede wszystkim zaznaczyć trzeba, że liturgia Wigilii Paschalnej nie należy do Wielkiej Soboty. W Wielką Sobotę Kościół trwa - czuwa przy Grobie Pańskim ciągle rozważając Mękę i Śmierć Chrystusa oraz Jego zstąpienie do otchłani.
Modlimy się i w miarę możliwości dalej zachowujemy post w oczekiwaniu na Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Nie ma w tym dniu w ogóle Mszy Św. bo wieczorna już do tego dnia nie należy, a komunii św. udziela się tylko chorym. Od rana święci się pokarmy.Celebracji w czasie której świętujemy zmartwychwstanie Pana nie można wiązać z Wielką Sobotą bo zmartwychwstanie to nie nastąpiło w Wielką Sobotę. Zmartwychwstanie miało miejsce w nocy i wtedy też powinna się odbywać Liturgia Wigilii Paschalnej.Sama Wigilia Paschalna należy już do Niedzieli Zmartwychwstania. Zgodnie z dokumentami Kościoła:"Wszystkie obrzędy Wigilii Paschalnej odbywają się w nocy - nie wolno ich rozpocząć zanim nie zapadnie noc a należy je zakończyć przed świtem niedzieli".W niektórych parafiach tak nie jest - we wszystkie dni Triduum liturgia jest sprawowana o tej samej godzinie.Wigilia Paschalna jest centralnym, najważniejszym momentem celebracji Zmartwychwstania i należy już do Niedzieli Zmartwychwstania.Liturgia Paschalna jest niezwykle bogata w symbole. Wynikają one ze znaczenia tego dnia i te znaczenia wyrażają. Poszczególne z nich zwracają uwagę na coraz to inne aspekty ale wszystkie odnoszą się do jednego - nowego życia w Chrystusie. Życie to jest darem Boga w Jezusie Chrystusie który nas przeprowadza ze śmierci do życia z ciemności do światła - widzimy to wyraźnie w liturgii światła. Również słowo Boże pozostaje w służbie życia. Jego mocą Bóg stwarza świat dzięki niemu ratuje naród wybrany, umacnia, karmi i zapoczątkowuje zbawienie. Również woda w oczywisty sposób łączy się z życiem. Także jako woda chrztu św. który jest naszym osobistym zawarciem przymierza z Bogiem - moc sakramentu chrztu wykupuje nas od śmierci wiecznej.Ale jest to dopiero potencjalna możliwość.Możemy ją rozwijać dzięki działaniu Ducha Świętego którego woda jest jednym z symboli. A cała liturgia zmierza ku Eucharystii - pokarmowi bez którego Nowe Życie jest niemożliwe.W Polsce liturgia Wigilii Paschalnej kończy się uroczystym ogłoszeniem zmartwychwstania Chrystusa i wezwaniem całego stworzenia do udziału w tryumfie Zmartwychwstałego przez procesję rezurekcyjną. Może się ona odbyć zaraz po Wigilii Paschalnej lub w niedzielę rano.

I w nawiązaniu do tematu:

Zachęcam, w miarę możliwości, do przeprowadzenia detoksu od 'czynników i bodźców zewnętrznych' występujących w postaci długich ploteczek przez tel/ sms, internetu, telewizji, seriali, radia i 'mp3'.

Wprawdzie zawsze da się znaleźć jakieś ciekawe i 'głębokie' treści w czasie przedświątecznym, ale nie oszukujmy się- większość to kupa opakowana w srebrny i nie zawsze dobrze zamknięty papierek.**

Podejmiecie się wyzwania?

Brzmi to strasznie pustelniczo, prawda?

Mimo wszystko zachęcam.

Nawet jeśli nie jesteście szczególnie wierzący- taki detoks na pewno wniesie coś w Wasze życie.


* Święta paschalne liczymy od godzin wieczornych danego dnia do tychże godzin dnia następnego (1 dzień)

**Zachęcam do wpisywania w komentarzach skąd czerpiecie fajnie podaną wiedzę nie kupopodobną w czasie przedświątecznym. (Szczególnie dla tych, którzy jednak muszą mieć 'cokolwiek' do posłuchania w trakcie pichcenia mazurków)






0

piątek, 11 kwietnia 2014

źrodło


Językowy rachunek sumienia.

Mówisz 'jabłko' czy 'japko'?

Wzdrygasz się, gdy ktoś mówi, że coś się "włancza"?

Cierpisz na dźwięk "fakturek", "pinionszków" i "grosików"*

Jesteś hiperpoprawny- fajnie, co?

No dobra, może nie wszystkie te przykłady nawiązują do surowej definicji hiperpoprawności (jedynie owocowy przykład się tu nada), ale czasem mam wrażenie, że dbanie o poprawność językową i takież wysławianie jest dziś co najmniej niemodne.

Na swoją obronę powiem, że przy pisaniu szybkich, krótkich tesktów typu: sms, e-mail, czy komentarz na czyimś blogu często zjadam ogonki. So saaad...
A, i wtrącam te angielskie słówka czasem. Wmawiam sobie, że robię to, wtedy gdy tam pasują ;)



*czyżbym miała omamy mamoną? ...



7

wtorek, 8 kwietnia 2014

źródło



Słuchajcie!

Czuję się zaszczycona, bo oto sam Strażnik Internetów podjął się polemiki z moim ostatnim tekstem (klik), który przyznaję- był troszkę zbyt mało precyzyjny... Sasasa.*

Ustalmy sobie jedno: pisząc terror miałam na myśli coś w rodzaju 'przymusu społecznego'.
Chodzi bowiem o sytuację, w której 'inność' wcale nie jest postrzegana jako coś pozytywnego.

Bycia fit.

Tak, Sebastian rozgryzł właściwie moją intencję. Nie sądzę by nikt przy zdrowych zmysłach posądził mnie o propagowanie kanapizmu i nadupiesiedzizmu stosowanego. Tak, to prawda: w zdrowym ciele, zdrowe ciele ;) Ale ale, czy fakt, że nie spędzasz jednak na siłowni 2 godzin dziennie, nie masz sześciopaka ani tyłka Jen Setler świadczy o tym, że nie jesteś w dobrej kondycji? Zastanawiające jest to, jak bardzo wszechobecny jest przekaz, że koniecznie musisz mieć wyrzeźbione mięśnie, bo inaczej nie jest fit ergo jest źle. Teraz nawet szczupli mają ciężko, bo ktoś im wytknął, że są przedstawicielami skinny fat. Wiecie, nie ćwiczą dużo, nie mają zarysu mięśni, więc najpewniej tłuszcz wiscelarny niszczy im narządy a ich szczupłość jest tylko pozorna. Fakt- ruszać się trzeba, ale nie oznacza to od razu przynależności do sekty krejzoli fitnessu, którzy codziennie sprawdzają nowe motywacyjne fotki, obskakują kilka for, ściągają gigabajty planów treningowych i wyzwań, by połowę dnia spędzić na ćwiczeniach siłowych i aerobach. Wszystko z głową. Jesteś w porządku, gdy dbasz o zdrowie i zapewniasz sobie ruch. Paradoksalnie wrzucanie się w wir ćwiczeń, żeby upodobnić się do którejś z pań/ panów z motywacyjnej fotki- nie jest zdrowe.
A tak btw, wiecie, że w badaniach wyszło, iż osoby ćwiczące dla zdrowia ćwiczą poprawniej i wytrwalej niż osoby zmotywowane jedynie poprawą wyglądu?

Bycia kreatywnym. Bycia pomysłowym i zaradnym.

Tak, drodzy piewcy powyższych- nie wszystkim potrzebna dalekoidąca wyobraźnia, pomysłowość i kreatywność. Jednocześnie dość absurdalnym stało się powtarzenie przez bardzo wielu, choćby w CV, że oni są właśnie kreatywni i zaradni. No jak wszyscy to nikt. Kreatywność to takie puste słowo obecnie. Jednocześnie, gdy widzisz człowieka, który nie umie sobie poradzić z czymś, co sam rozwiązałbyś niczym MakGajwer, nie oznacza to jeszcze, że jest on gorszy. Zresztą to się ćwiczy. Nie od razu Rzym zbudowano.
Jasne, że pomysłowość i zaradność ogromnie ułatwiają życie. Takim ludziom jest zdecydowanie lżej, dlatego ci mniej zaradni kryją się ze swoją nieporadnością. Pisząc ten punkt miałam na myśli wykluczenie osób z pewnymi 'dysfunkcjami'- osób chorych, nieporadnych bo dziedziczących tę 'nieporadność' etc. Jestem zdania, że lepiej wspierać, edukować, pomagać i dawać szansę niż pozostawiać wszystko w rękach wolnego rynku, który jednoznacznie stwierdza: nie jesteś kreatywny, pomysłowy i zaradny, no sorry, w tym klimacie nie pożyjesz.


Bycia zorganizowanym.

Ha, tu raczej nikt nie wpadł na to, co autor miał na myśli. Oczywiście, że nie chodzi o promowanie rozlazłości i bylejakości (nie cierpię tego). Chodzi o przymus poetykietowania wszystkiego, poukładania w malutkie pojemniczki, posiadania trzech aplikacji do zarządzania czasem, planowania i odhaczania, spisywania list na każdy dzień, tydzień, miesiąc, sezon, rok, zapełniania dwóch moleskinów i udawania jaki to ja jestem człowiek zabiegany. Odpowiedzcie sobie szczerze: czy gdy ktoś Wam mówi, że zamierza cały dzień leżeć sobie na kanapie to nie myślicie "rany, ale on marnuje czas, przecież mógłby to,to i siamto- wystarczy zaplanować..". Na codzień sama tworzę listy "to do", planuję i odhaczam, ale przestało mnie już dziwić, że ktoś zamierza odpocząć i być "bezproduktywnym". Poza tym nie każdy ma serce do bycia perfekcyjnym w organizacji każdej sfery swojego życia. To co mnie mierzi, może być normą dla kogoś innego.

Stałego rozwoju.

Udało się Sebastianowi, jak to mówią panie w stonce: rzutem na taśmę. Tak, chodziło mi o szpan na 8 książek wielkości cegły przeczytanych miesięcznie, o połykanie poradników "how to be a better employee/leader/wife in 5 sipmple steps", zapisywanie się hurtem na medytacje i granie na prastarych instrumentach plemiennych.
Rozwój na pokaz, bo gdy nie akcentujesz swojego obycia, oczytania i poglądów na każdy temat to jakbyś nic nie znaczył w towarzystwie.
A czasem, stare, dobre milczenie jest więcej warte niż 'opinia' wszystkowiedzącego.

Przekraczania granic i comfort zone.

Są osoby, których całe życie, od wstania z łóżka jest jednym, nieustającym wyzwaniem. Zapomnieli czym jest comfort zone, ale wciąż znajdą się tacy, którzy wiedzą lepiej i dziwią się jak można tak 'prosto' funkcjonować. Mam właśnie przed oczyma konkretne osoby. Gdyby o nich opowiedzieć bez ujawniania szczegółów, o których mało kto wie, wydawałoby się, że to jacyś przeciętniacy, co do niczego nie dążą tylko kiszą się w swoim małym świecie. No, można się czasem zdziwić, że dla kogoś przeciętniactwo jest właśnie przekroczeniem granicy bólu.


Bycia zadowolonym i uśmiechniętym.

To słynne amerykańskie: "I'm fine". Nikt nie lubi ludzi z problemami, z depresją. Psują klimat. Zmuszają do jakiejś głębszej refleksji. Jak nie jesteś zawsze uśmiechnięty, pogodny i 'just fine' to masz brachu prze.. nienajlepiej. Trochę tolernacji dla bliźniego, nie zawsze uśmiechniętego.
I dla jasności: wykluczam tu oczywiście sytuację grumpy by choice i ponoć typowego polskiego narzekania.


Bycia człowiekiem sukcesu.

Tu akurat odpowiedź jest połączona z punktem o przekraczaniu granic. Wiecie, szacun na dzielni to mają właśnie ci, którzy postrzegani są jako odnoszący sukces. Jak nie jesteś wymuskany, nie śmigasz luksusowym autem, nie przelewają ci pensji co najmniej 5 cyfrowej- to jesteś zwykłym Kowalskim, co to życie sobie zmarnował.  Czy nie zauważasz, że jak do sklepu wchodzi osoba po której 'widać' sukces (bogactwo) to jakoś ekspedientki bardziej się przykładają? To samo u lekarzy, kosmetyczki, na poczcie etc. Bo jak Cię widzą, tak Cię piszą. Nie wyglądasz jak człowiek sukcesu- jesteś gorszy. Przecież teraz każdy normalny dąży do sukcesu, nie? Całe szczęście są miejsca lub raczej enklawy, w których sukces mierzony jest inaczej. 


Bycia uduchowionym ale tak, żeby inni zazdrościli.

To trochę tak jak w poprzednich punktach- są jednostki które próbują wyprojektować na innych swój obraz jako mentorów, liderów, uduchowionych, za którymi wszyscy muszą podążać i do których po poradę trzeba czekać w kolejce. To taki sposób na władzę i szacunek. A z drugiej strony, jeśli nie ma w Tobie tego ognia, iskry czy nie patrzysz ludziom w oczy tak, że ich przewiercasz na wskroś, to chyba coś z Tobą nie tak? A przecież uduchowienie nie zawsze przyjmuje tak widoczne zewnętrznie objawy. Powiedziałabym nawet, że osoby najbardziej uduchowione są z reguły pokorne i nie dbają o tłumek wyznawców.**


Bycia w centrum.

Przychodzą mi na myśl ostatnie badania i coraz śmielej głoszone tezy, że nie tylko ekstrawertycy są wartościowymi pracownikami i przyjaciółmi. "Rehabilitacja" introwertyków wskazuje na to, że aby tworzyć coś wartościowego nie musisz być w centrum uwagi, nie musisz mieć miliona interakcji a wręcz, że często obecność innych- głośnych jest bardzo niewskazana. Tylko dlaczego wciąż pokutuje przekonanie, że jak nie jesteś w centrum to coś z Tobą nie tak?


Posiadania rozległej wiedzy.

Możecie się wrócić do punktu o rozwoju. Nie chodziło absolutnie o to, że lepiej jest być głupim, choć niektórzy wciąż twierdzą, że ignorance is bliss. Chodzi o to jak postrzegasz osoby, które tej funkcji kwadratowej nie umieją policzyć i nawet nie chcą się nauczyć. Albo co się uważa o kimś, kto przyznaje się do jakiejś niewiedzy. Takie to faux pas nie wiedzieć, nie rozumieć. Za to nagminnie mnożą się eksperci od wszystkiego. Ot choćby blogerzy, hehe ;) Czasem fakt, znają się na jednym czy innym zagadnieniu, ale w to, że ktoś ma czas zgłębiać kilka dziedzin- nie uwierzę. Bywa zatem, że musimy komuś zaufać i przyjąć jego poglądy jako swoje a przecież to takie wstydliwe powiedzieć w towarzystwie, że się zdania własnego nie posiada. Nie oszukujmy się, ale nawet geniusz nie dysponuje 'warsztatem' na tyle sprawnym i pojemnym, żeby we właściwy sposób umieć interpretować wszystkie fakty (pomijając już to, że wiele z nich jest wciąż nieznanych) i samodzielnie stawiać sprawdzalne hipotezy.


Posiadania mnóstwa znajomości.

Właśnie o terror mnóstwa znajomości mi chodziło. Ma rację Sebastian, że nie o ilość chodzić powinno. Ale wciąż dla wielu tak właśnie jest. Poza tym- przecież znajomości to podstawa? Nie posiadasz- nie osiągniesz tak wiele jakbyś mógł. 

Bycia hip/ cool.

I see what you did there, Sebastian. Pisząc, że nie wiesz o co chodzi podkreślasz, że właśnie taki jesteś. No dobrze pomyślane ;) Ale wracając do sprostowania- przecież każdy chce być (tu użyję słów z prehistorii): na topie,modny, trendi, klawy, jazzy, c'nie?


Otaczania się fajnymi ludźmi.

Jak wyżej. Hip lgnie do innego hipa. Inaczej to jesteś po prostu przeciętniakiem, a tych nikt nie lubi specjalnie.


Pisania urywających tyłek wpisów na fejsie.

Chodziło oczywiście o autopromocję, autokreację i wciskanie innym tego jak powinni na nas patrzeć. Gdy robisz to źle- nie jesteś ciekawy. Nieciekawych nikt nie lubi. Musisz być ciekawy choćbyś się skręcił i wypluł płuca. Nie stosujesz się do terroru- nie istniejesz wirtualnie.

Robienia ładnych fotek na insta.

Nie wszyscy muszą. Po co rolnikowi zdjęcie krowy w oborze?

Wyglądania jak milion dolarów.

Patrz: człowiek sukcesu.


Posiadania modnego hobby.

Ten terror wygląda tak:
To, że zbierasz znaczki to za mało. Najlepiej jakbyś zbierał tylko niebieskie i tylko z południowej Ameryki. Wtedy się jeszcze jakoś wybronisz. Ale jeśli mówisz, że słuchasz muzyki i czytasz książki to patrzą na Ciebie co najmniej z rezerwą. Przecież to minimum (patrz: rozwój i uduchowienie). A gdzie wyprawa na safarii w Kenii, gdzie miejsce na wytwarzanie własnoręczne sera, niemożliwe, żeby ktoś w dzisiejszych czasach nie śledził poczynań polskich młodych projektanów! Weź się, z tymi swoimi książkami schowaj, no chyba, że są w suahili.



Ps. też dałam klauna, ale nie jakiś straszny, co?


*Tekst polemiki znajdziecie tu (klik)
**O pokorze możecie poczytać tu (klik)



4

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

źródło



Bycia fit.

Bycia kreatywnym.

Bycia zorganizowanym.

Bycia pomysłowym i zaradnym.

Stałego rozwoju.

Przekraczania granic i comfort zone.

Bycia zadowolonym i uśmiechniętym.

Bycia człowiekiem sukcesu.

Bycia uduchowionym ale tak, żeby inni zazdrościli.

Bycia w centrum.

Posiadania rozległej wiedzy.

Posiadania mnóstwa znajomości.

Bycia hip/ cool.

Otaczania się fajnymi ludźmi.

Pisania urywających tyłek wpisów na fejsie.

Robienia ładnych fotek na insta.

Wyglądania jak milion dolarów.

Posiadania modnego hobby.



Dorzucisz coś do listy terrorów?



8

czwartek, 3 kwietnia 2014






Są momenty, gdy w żyłach się gotuje i masz ochotę powiedzieć dużo dziwnych słów, których na codzień nie używasz.
Bo są ludzie, którzy opowiadają takie historie, że Antygona wysiada.

Dramatyczni.

Oni zawsze mają burzliwe życie, związki, ciągle są zdradzani i porzucani, mają wrednych szefów, pani na poczcie ich nienawidzi, życie im się zapętla tak, że nie mogą, po prostu nie mogą już oddychać, mają dziwne słowotoki i wyglądają jak huragan. Ale jak się dzieje coś dobrego, to dzieje się coś najlepszego. Brylanty są bardziej brylantowsze, słońce od razu opieka na brąz i przelotne spojrzenie przechodnia zdradza skrycie pielęgnowany afekt stałego adoratora.

Znałam dwie takie dziewczyny (czyżby to była damska przypadłość?).

No to mam pytanie- po co & dlaczego?

Tym bardziej, że okazuje się, iż nikt w te bajki nie wierzy.



4

wtorek, 1 kwietnia 2014


źródło zdjęcia



Niby każdy coś tam o ciąży wie, ale gdy przychodzi co do czego to bywamy zaskoczeni ;)

Tak, dzieje się coś, czego po sobie byśmy się nie spodziewały.

Przypuśćmy, że każdy poranek zaczynałyśmy od pysznej kawy z mlekiem bądź takiej czarnej jak smoła. To był nasz mały rytuał przejścia- od zombie do efektywnego pracownika w 5 minut.
A tu zonk, kawa jakoś tak nie pachnie już zachęcająco (sic! nie pachnie, prędzej śmierdzi! a przecież zawsze tak cudownie było wciągnąć z rana aromat świeżo palonych ziaren...). W ogóle nie trzeba się odzwyczajać- po prostu brak zainteresowania i brak tęsknoty. Jak to możliwe?

Przypuśćmy dalej, że codziennie używałyśmy perfum, mamy ich całą półkę, więc nawet co kilka dni zgodnie z aktualnym nastrojem pryskałyśmy radośnie nasze ciało. Codziennie. Bez względu na wszystko. Musiałyśmy pachnieć. Uwielbiałyśmy zapachy i wszystkie dobre skojarzenia z nimi związane. I to również się skończyło. Irytują nas już nie tylko 'brzydkie zapachy' typu 'ogon żula', 'niemyta pacha' czy 'coś ci zgniło w tej reklamówce' -nie wspominając już o serach pleśniowych i 'serach' z butów. Spodziewałyśmy się przecież, że ciąża wyostrza powonienie. O nie-nie, nie tylko śmierdziele są na spalonym, ulubione zapachy również. I zapachy Twoich bliskich. I w ogóle 'dlaczego tak wszystko musi pachnieć??!'.

Przypuśćmy już po raz ostatni w tym wpisie, że normalnie po standardowej konsumpcji, właściwie to po każdym kawałku jakiegokolwiek jedzenia było ok- nic się nie działo, ot-zjedzone, trawione, dalej sobie sami dopowiedzcie. Zonk, odtąd towarzysz Zgaga będzie wam towarzyszył przez wiele dni. Cokolwiek nie zjecie. Nawet jeśli przez mdłości trawicie tylko pomarańczę i kiwi- on z wami jest. Nawet jeśli wcinacie jakimś cudem same suchary- on z wami jest. Zapominacie, że istnieją jakieś mocno przyprawione potrawy- na samą myśl o wzmocnieniu szeregów tow. Zgagi, dostajecie zgagi.

A-ku-ku, nikt nie mówił, że bycie ciężarówką jest usłane różami (fuj, róże też pachną...).

Ale dla zmartwionych- to ponoć mija, słabnie, a w ogóle w ciągu tych 9 miesięcy jeszcze będą inne 'momenty grozy', także zaprawa w boju się przyda.

A, tak w ogóle to dziś Prima Aprilis!
Macie kogoś na sumieniu? ;)


2

poniedziałek, 24 marca 2014

źródło


"Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał"
"Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci"
"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich  młodzieży chowanie"

Stoję na przystanku.
Obok mnie dwie kobiety rozmawiają o ocenie z zachowania syna jednej z nich.

-Co mnie to obchodzi, że on będzie miał nieodpowiednie na koniec semestru? No co mnie to obchodzi? Że sobie kanapkę jadł na lekcji- wielkie rzeczy! coś tam przeszkadzał - to co to za nauczyciel, że nad dzieciakami nie panuje?
-No mnie by zmartwiło to nieodpowiednie. On teraz nie może mieć dobrego świadectwa z takim zachowaniem.
-Ale daj spokój...Tylko ludzi męczą- każą się stawiać na rozmowy. Mnie to nie przeszkadza, że on ma nieodpowiednie. On ma tylko 11 lat.

I nie, nie były to panie z papieroskiem i piweczkiem. Normalne, zadbane, średni szczebel. Takie biurwy jak to się  zwykło mawiać.

Zdarzenie to miało miejsce już jakiś czas temu ale do chwili obecnej nie mieści mi się w głowie jak matka może być tak bezdennie głupia.
Może zmądrzeje jak syneczek podrośnie i zacznie jej 'podskakiwać'. Wtedy nieodpowiednie zachowanie może zacząć przeszkadzać.

Swoją drogą naszła mnie myśl, że patologia ma wiele obliczy.



9

czwartek, 20 marca 2014

źródło


Wiem, że tęskniliście trochę.
To nie mam zatem wyrzutów, że wpis będzie dość długi ;)

Chciałam odczekać chwilę, aż przetoczy się po społecznościówkach i blogach temat ostatniego filmiku z całującymi się obcymi ludźmi.
Bo to właśnie ta reklama ostatecznie sprowokowała mnie do napisania tych kilku słów o wstydzie.

Generalnie filmik ten dobrze pokazuje jakie mamy obecnie postrzeganie wstydu.
Wyróżniłam sobie w tym kontekście, trzy grupy ludzi:

1. Podoba im się reklama, uważają że to słodkie i romantyczne, że obcy sobie ludzie mają się całować przed kamerą i że nie robią tego bez choćby małego skrępowania.

2. Uważają, że całowanie obcych wcale nie jest urocze a wręcz nienaturalne i wstyd jest jak najbardziej na miejscu.

3. Mają mieszane uczucia, bo 'coś' w tym filmiku jest nie tak (dla tych wciąż jest nadzieja :) )


Spotkałam też takie komentarze, że Ci ludzie to jacyś dziwni są bo skoro się zgodzili całować obcych przed kamerą to po co udają wstyd i czemu od razu nie 'zrobią tego,co trzeba' tylko muszą sobie chociaż chwilę z kimś pogadać. Te na szczęście były w mniejszości.

Może zacznijmy od przypomnienia, że wstyd jest reakcją organizmu, odruchem, który wskazuje, że sytuacja w której się znajdujemy lub do której zmierzamy może potencjalnie być niebezpieczna, niepewna, niewskazana. To moja własna, robocza definicja.

A to inne ujęcie:

Wstyd – zespół reakcji organizmu (np. rumieniec), połączony z możliwym do przewidzenia działaniem (ukrycie się), przykrymi myślami („Jestem głupi”, „Co ona sobie o mnie pomyśli”).
Według personalistów wstyd chroni ludzką godność, a wstydliwość łączy się z doświadczeniem i przekonaniem o własnej wartości.
Wstyd możemy podzielić na wstyd zdrowy i toksyczny. Toksyczny wstyd, wstyd, który zniewala, subiektywnie odczuwany jest jako wszechogarniające poczucie własnej niedoskonałości, ułomności. Jeżeli ktoś odczuwa toksyczny wstyd, to czuje się bezwartościowy, przegrany, czuje, że nie stanął na wysokości zadania, jako człowiek. Toksyczny wstyd powoduje rozczepienie 'ja'. Rodzi poczucie izolacji i całkowitego osamotnienia.


To teraz wracamy w nasz XXI wiek. Obciachowo jest się wstydzić, prawda?* Należy być 'otwartym' na wszelkie doznania i popędy. Nie powinniśmy się tłamsić i ograniczać. To raczej powszechny przekaz, obecny na każdym kroku- w rozmowach, w literaturze, kinematografii etc.
Przecież wstydzą to się tylko małe dzieci i dewotki jakieś niedopieszczone.
Po co słuchać wewnętrznego, subtelnego głosu, który stawia Ci jakąś granicę- jakieś wyzwanie dla Twoich popędów. Wkrótce już nie będziesz go słyszał.
Dla jasności dodam, że nie chodzi tu o wstyd paraliżujący (toskyczny). Żadna patologia i przegięcie nie są właściwą postawą.
Ale zastanów się: jeśli pocałowanie (nie mam na myśli pobieżnego muśnięcia w policzek) obcej osoby nie budzi w Tobie żadnych emocji, zastrzeżeń i wątpliwości to chyba coś jest nie tak.
Wstyd chroni nie tylko przed potencjalnie przykrymi skutkami jakiegoś działania w naszej psychice ale też dba o fizyczną 'czystość'. Serio, czy uważacie że całowanie obcych jest 'zdrowe'?**

Wstyd często może nas zaskoczyć- fajnie wtedy jest się przyjrzeć dlaczego dana sytuacja wywołuje taką rekację i co za to odpowiada.
Samoświadomość, ogarnianie własnych reakcji, emocji i zachodzących gdzieś pozornie niezauważalnie powiązań (myśli) jest kluczem do dobrego życia. Im więcej wiesz o sobie, rozumiesz to, jak funkcjonujesz tym efektywniej z siebie 'korzystasz' w życiu.


*Zapewne obciachowo jest mówić, że coś jest "obciachowe"...
**Używamy sobie tych wycudzysłowowanych słów w ich szerokim znaczeniu.


Bonus dla wierzących 
i chcących wiedzieć więcej


Nie wiem ilu z Was kojarzy taki temat jak teologia ciała. A to między innymi ona opisuje w jaki sposób najlepiej przeżywać swoją cielesność, co znaczy miłość (też w jej aspekcie fizycznym) i jak nie dać się zniewolić przymusem wyzwolenia.


Jan Paweł II w pojęciu antropologii adekwatnej (rozumienie i tłumaczenie człowieka tym, co 'istotowo ludzkie') wskazywał na pewne elementy doświadczenia człowieka, które są jej trzonem: wstyd, nagość, samotność, dar z siebie czy wzajemna przynależność osób.

Współcześnie możemy i powinniśmy czerpać z doświadczeń pierwszych ludzi (Adama i Ewy).***
Pierwotnie Adam był samotny. Rośliny i zwierzęta mimo, że miał nad nimi władzę (kojarzycie nadawanie imion z czymś bardzo ważnym? z procesem określania rzeczywistości?) nie były w stanie zapełnić pewnej pustki i samotności jaką odczuwał pierwszy człowiek. Zatem Bóg dokoptował Adamowi Ewę i oboje nagusieńcy żyli sobie w Raju. Bez wstydu. Dopiero zerwanie owocu z drzewa poznania dobra i zła sprawiło, że "poznali, że są nadzy". Nie poznali tego zmysłem wzroku- wszak wcześniej widzieli swoje ciała. Od tej jednak pory nastapiła metaforyczna zmiana w postrzeganiu pierwotnej nagości kobiety wobec mężczyzny (i na odwrót). Wstyd jako doświadczenie graniczne zwiastuje początek nowej epoki w historii człowieka (epoki po grzechu).
Wcześniejszy brak poczucia wstydu odnosi się zatem do szczególnej pełni świadomości i przeżycia. Do pełni poczucia sensu ciała jako elementu poznania i międzyosobowej komunikacji.
Przed grzechem to co zewnętrzne (ciało) prowadziło do tego co wewnętrzne.
Wstyd można więc interpretować jako lęk, że druga osoba w nagim ciele nie zobaczy wnętrza ale zatrzyma się na tym co widzialne, cielesne i seksualne. Wstyd ostrzega, że ciało może zostać potraktowane w relacji kobiety i mężczyzny wyłącznie jako podmiot użycia a nie jako znak prowadzący do odkrycia wartości i podmiotowości osoby.


***Mam nadzieję, że nie trzeba nikomu tłumaczyć, że biblijny zapis losów pierwszych ludzi nie jest 'historyczną, dokumentalną relacją' lecz bardziej metaforą.


Polecam wszystkim głębsze zapoznanie się z tematyką teologii ciała. W tym wpisie poruszyłam jedynie mały fragment bardzo ciekawego zagadnienia.

Na początek możecie skorzystać z tekstu, który był pomocny w napisaniu tego posta:

o.Jarosław Kupczak "O teologii ciała w ujęciu Jana Pawła II" z portalu Pressje.pl (klik)

Inne ciekawe źródła:
http://teologiaciala.pl/TC/Artyku.html
http://centrumjp2.pl/biblioteka/bibliografie-tematyczne/teologia-ciala/
http://www.kbroszko.dominikanie.pl/cialo.html
http://pressje.pl/teki/nowa-rewolucja-seksualna


--------------------------------------------------------------------------------------------------------

Lubimy takie wpisy?
2